Wyświetlenia Bloga

czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 3

*Louis*

Chcesz dać ko­muś do zro­zumienia, jak bar­dzo ważna jest dla ciebie pew­na spra­wa… Jak wielką rolę ona od­gry­wa w twoim życiu… Sta­rasz się, dosłow­nie i w prze­nośni to po­kazać… To bo­li… Ale wciąż masz gdzieś tą nadzieję na od­ro­binę zro­zumienia… Jed­nak naj­większy ból rodzi wte­dy, kiedy zda­jesz so­bie sprawę, że nap­rawdę jes­teś niez­ro­zumiana przez ko­goś na kim ci za­leży i praw­do­podob­nie zro­zumiana już nig­dy nie zos­ta­niesz… Kiedy człowiek zaczy­na do­ceniać war­tość se­kun­dy? Ja­ka jest jej war­tość? Tak niewiel­ka cząstka życia jest zaz­wyczaj niezauważana. Bo w końcu jest ich ty­le, że po pros­tu nie zwra­camy na nie uwa­gi. Nie chce­my się na nich sku­piać, bo to one po­kazują, jak szyb­ko ucieka nam czas. Więc… Czy kiedy­kol­wiek do­ceniamy war­tość se­kun­dy? Oczywiście , że tak. Tyle że momenty te są na tyle wyjątkowe iż wartość ich przekracza ludzkie wyobrażenie. Czy to możliwe ? Możliwe jest to by zwykła sekunda czy też dwie miały dla nas takie cholerne znaczenie ? Od dobrych kilku godzin wszyscy znajdowaliśmy się w domu/hotelu Harryego. Właściwie nic ciekawego nie robiliśmy oprócz tańczenia i picia....tak jakby "impreza". Zwykłe oglądanie filmu. Z racji tego że tak dawno nie znajdowaliśmy się w pełnym składzie. Gdyż to wypadek, to wyjazd czy jeszcze inne zdarzenia zwyczajnie nam na to nie pozwalały. Plan na dzisiejszy wieczór był prosty. Tak cholernie jej pragnąłem.Zwłaszcza że tak dawno je nie było....  Wstając z kanapy skierowałem się do kuchni wyjmując z szafki siedem kieliszków oraz dwie butelki wina. Zacznijmy od czegoś lekkiego. Wróciwszy do pokoju postawiłem naczynia na stole.
- Ja nie piję. - od razu powiedział Liam.
- Dlaczego ?
- Niby z nerką już wszystko dobrze ale wolę nie ryzykować.
- Ja też dziękuję. - oznajmił Harry uśmiechając się.
Cholera - będzie trudniej niż myślałem.
- Ty odmawiasz ? - spojrzałem na niego dziwnym wzrokiem.
Dzi­siaj mogę z czys­tym su­mieniem przyz­nać, że szczęście jest pojęciem względnym. Chwi­lowa eufo­ria jest tyl­ko częścią dro­gi do piekła. Pędzisz za tak ulot­ny­mi złudze­niami i marze­niami, które nie są do osiągnięcia. Omi­jasz drob­ne ra­dości myśląc, że da­lej cze­ka ol­brzy­mia nag­ro­da. Nie jes­tem pro­rokiem, który po­wie Ci co będzie. Jes­tem realis­tą, wiem dob­rze, że wszys­tko kiedyś znik­nie. Ja, Ty, my czy Wy? Ow­szem, także.
Ciesz się dniem pow­szed­nim, na­wet wte­dy, gdy i on staję się hor­ro­rem. Szu­kaj sen­su wszys­tkiego, nie uni­kaj ma­leńkich wróżek szczęścia.
- A i owszem. - odpowiedział.
- Do czego to doszło. - mruknąłem.
- Dla tego aniołka zrobię wszystko. - uśmiechnął się całując w głowę Jade.
Kurwa... Zostaw ją do cholery ! Może i to mój przyjaciel ale jeżeli chodzi o tą dziewczynę uwierzcie jestem zdolny do wszystkiego. Maskując moje niezadowolenie rozdałem każdemu kieliszki. Z racji tego że piątka z nas piła logiczne było to iż butelka nie starczy. I chodź nie wszystko szło do końca po mojej myśli, gdyż Styles oczywiście nie pije, bo "robi to dla Jade". Jezu co to ma do siebie ? Co się stanie jak trochę wypije. No może nie trochę. On musi przestać się starać. Jest idealny - niewątpliwie. Czemu mówię to ja ? Bo ja zwyczajnie nie chcę się łudzić. Kochający, na każde jej zawołanie, romantyczny, wierny, uczuciowy, pomaga, wiecznie uśmiechnięty. Czy czegoś potrzeba więcej ? Wydaje mi się że jeśli jest uczucie nie potrzeba już niczego. Czy to odnosi się jakoś do mnie ? W pewnym sensie tak. Dlaczego ? Otóż z racji tego że Jade ze mną była - może i nasz związek nie był bez skazy ale związek zawsze pozostaje związkiem, a i bycie razem równa sie uczuciu. Nie wierzę że Jade byłaby ze mną nic do mnie nie czując. A i uczucie nie może raz na zawsze zgasić swoich płomieni, zawsze coś tam się jeszcze będzie tliło, chodź nie w postaci bezgranicznej miłości ale niewątpliwie sentyment pozostaje. To właśnie moja nadzieja, to jest wlaśnie ta szansa. To jest coś przez co jestem z nią bliżej, niż Liam czy Zayn, Niall. Kiedy zauważyłam iż kieliszki opustoszały skierowałem się ponownie do kuchni tym razem biorąc butelkę wina, jak i mocniejszy alkohol. Oczywiście nikt pijany jeszcze nie był, gdyż zwyczajnie śmieszne by to było gdyby ktoś upił się kieliszkiem wina. Pochłonięci rozmową nawet nie zauważyliśmy kiedy w ruch szły kolejne porcje, kolejne butelki. Rzeczą jasną jest to iż nie piłem. Miałem swój powód. Zapytany o to zwyczajnie powiedziałem że nie mam ochoty. Nikt więcej nie dociekał co działało na moją korzyść. Godzinę później jakby się nie obejrzeć każdy był nieźle wstawiony. I to z Jade na czele. Właściwie nigdy dużo nie piła. Raz na jakiś czas można zaszaleć nieprawdaż ?
- Jade kochanie nie starczy ci już ? - zapytał z troską Harry lustrując ją wzorkiem.
- O Hazza ! - mrugnąłem do niego wskazując na dziewczynę pochłoniętą rozmową z Dan, nawet nie widziały kiedy alkohol się im kończy. - Czasami można - zaśmiałem się.
- Po prostu się martwię. - uśmiechnął się. Czyli nic nie podejrzewał...
- Nie ma o co. Przecież jest z nami. - szepnąłem.
- Właściwie. - mruknął.
- Widzisz.
- Głowa mnie boli - jęknął.
- Może chcesz się położyć. - zaproponowałem. To jest łatwiejsze niż myślałem.
- A ta tu pani - zaśmiał się wskazując na Jade - Upije się do nieprzytomności i potem kto ją będzie ratował.
- Nie martw się. Spokojnie. Wszystkim się zajme. Mam jeszcze Liama. Poradzimy sobie z nimi wszystkimi. Połóż się, prześpij, zachorujesz i co będzie. Szykuje się trochę pracy a bez ciebie nic nie zrobimy. A Jade  osobiście dostarczę ci do łóżka. Jak tylko zakończy swoją wymianę zdań z Danielle. Nie przesadzajmy, nic jej nie będzie.
- Dziękuję. Jak by co będę na górze. - wstał po czym podszedł do Jade calując ja w czubek głowy i zniknął za schodami.
Czuję że to będzie jedna z najlepszych nocy w moim życiu. Nie ob­raw­szy ce­lu nie doj­dziesz na­wet do głow­nej uli­cy
Będąc na skrzyżowa­niu bądź czuj­ny, nie zaw­sze masz pier­wszeństwo,
a i syg­na­li­zac­ja miewa us­ter­ki, wówczas mając wys­tar­czającą wie­dze
bez­ko­li­zyj­nie opuścisz je . Na­po­mi­naj in­nych bo bez nich i Two­ja wie­dza na nic się tu­taj nie zda.
Całe życie jes­teś za kółkiem , bądź czuj­ny , oraz od­ważnie za­ra­zem rozsądnie brnij śmiało choćby pod górę .
Wiem że szczes­cie juz tam na mnie cze­ka, nie­chby na końcu świata póki widzę dro­ge będe nią podążać .
Żyj tak ...Rozumiecie o co chodzi ? Tak właśnie od teraz będzie toczyło się moje życia. Czujny, musze zacząć myśleć też o sobie.
**************************************************************************

Teraz albo nigdy.

Jade była już w takim stanie iż nie kontrolowała tego co mówi że nie wspominając o tym co robi. Była jak w innym świecie. Nie wiedziała co się wokół niej dzieje, chyba nawet by nie poczuła jakby ktoś z całej siły uderzył ją w głowę. Co jest dla mnie przepustką do jej ciała. Potrzebuję jej, tak cholernie jej potrzebuję.

- No koniec zabawy. - mruknąłem. Podszedłem do Danielle ostrożnie chwytając ją za rękę. Doprowadziwszy ją do schodów uznałem że sama nie wejdzie dlatego powoli chwyciłem jej nogi ostrożnie kierując się ku górze. Zapukałem do pokoju Liama gdyż sam nie otworzył bym drzwi.

- To już chyba koniec zabawy. - zaśmiałem się cicho oddając dziewczynę w ręce przyjaciela. Pamiętałem o zachowaniu ciszy chodź by dlatego iż nie chciałem zbudzić Harrego.

- Boże co one za sobą zrobiły. - Liam chwycił się za głowę. - Jade też tak wygląda ?

- Jeszcze gorzej. Ona nie wie co się wokół niej dzieje. Nie wie co mówi, ledwo czuje. - odpowiedziałem nie wzbudzając podejrzeń. - Cóż dobrej nocy. Idę oddać Harremu zgubę.

- Dziękuję. I nawzajem. - zamknął drzwi.

Zszedłem z powrotem na dół wchodząc co salonu gdzie siedziała Jade. Boże sam jej widok sprawia że czuję się taki wyjątkowy. Jest taka piękna. Nie zastanawiając się długo wziąłem ją na ręce niosąc do swojej sypialni. Z racji tego że każdy spał nie musiałem się obawiać że ktoś cos zobaczy co w efekcie wiąże się ze tłumaczeniem się przed resztą dlaczego to właśnie niosę Jade do swojego pokoju zamiast do sypialni jej i Harrego. Zresztą nie ważne. Właściwie to ona się nawet nie odezwała. Spojrzawszy na jej twarz dostrzegłem że powodem tego jest to iż najzwyczajniej śpi. Co jest kolejnym ułatwieniem dla mnie. Naprawdę nie chce robić nic wbrew jej woli ale tak bardzo jej pragnę, tak bardzo chcę ją poczuć.

Ułożyłem ją na pościeli zaraz pojawiając się obok. Wyglądała tak niewinnie i jednocześnie kusząco. Przesunąłem palcem wzdłuż jej ramienia schodząc coraz niżej. Nie mogłem się powstrzymać, zwyczajnie tego nie kontrolowałem.

Moja dłoń automatycznie zahaczyła o jej koszulę która teraz strasznie na niej ciążyła. Wolnym ruchem podniosłem ją ku górze nie chcąc jej zbudzić.

Kiedy pozbyłem sie garderoby z nas obojga nic się dla mnie już nie liczyło. Spojrzałem na nią, jest taka piękna. Idealna... Odgarnąłem włosy z jej twarzy wsuwając rękę pomiędzy jej uda. Wiedziałem już od początku iż nie będę jak Harry, nie doprowadzę jej do szaleństwa, nie będzie mnie tak bardzo potrzebowała. Nie będzie tej miłości, nie będzie tych głębokich spojrzeń w oczy jakie dostrzegłem w Chicago kiedy, że tak to ujmę "podglądałem ich".

Opanowałem nerwy oblizując wargi po czym rozszerzyłem jej nogi. Po serii kilku głębokich wdechów delikatnie w nią wszedłem.

- Jesteś taka piękna. - szepnąłem jej do ucha, chodź wiedziałem że i tak tego nie słyszy.

Wykonując spokojne ruchy zacząłem całować jej usta. Oczywiście wszystko z umiarem gdyż jakby nie patrzeć mogła obudzić się w każdej chwili. Nie wiem jak alkohol działa na jej organizm. Nie wiem kiedy opadnie. Nie wiem kiedy przestanie działaś. Czy potrzebuje tylko chwili odpoczynku i krótkiej drzemki, czy też całego dnia.

Mimowolnie jęknąłem ciężko dysząc. Doprowadzała mnie do szału. Była taka delikatna. Czułem ją. Byłem w niej. Tworzyliśmy jedność, całość.

Dłonie wsunąłem pod jej plecy dociskając jej nagie ciało do siebie. Całowałem jej szyje, obojczyki. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu.

Każdy pocałunek, każda sekunda była niezapomniana. Chodź i może ich nie odwzajemniała nie przeszkadzało mi to. Liczyło się to iż jesteśmy w tym razem. Nie chcąc jej zranić byłem tak ostrożny jak nigdy. To takie niesamowite że mogę ją poczuć. Że mam ją tak blisko, dla siebie.

I chodź jej oczy były cały czas zamknięte, moje niezmiennie wpatrzone były w jej rysy twarzy. Wspominałem już o jej idealności ?

- Kocham cię. - szepnąłem.

- Kogo kochasz ? - usłyszałem głos.

Obróciłem głowę do tyłu wiedząc że słowa nie padły z ust Amy. To co tam zobaczyłem przeraziło mnie tak bardzo iż nie jestem w stanie tego opisać. Tego się nie spodziewałem.

- Jade ?! - krzyknął Harry.

TAK ! HARRY ! Stał w progu drzwi widząc na własne oczy jak jestem w jego dziewczynie. Jak jestem w JEGOJade .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz